Głównym zarzutem jest fakt, że planowane przepisy mogą działać na niekorzyść konsumentów i stanowić formę wsparcia dla sektora bankowego, który od lat mierzy się z konsekwencjami udzielania kredytów indeksowanych lub denominowanych do walut obcych.
W przestrzeni medialnej pojawiły się próby tłumaczenia intencji stojących za projektem. Reprezentantka resortu odpowiedzialna za prawa konsumentów tłumaczyła publicznie, że propozycja ustawy przewiduje mechanizmy, które mają „odciążyć” sądy i przyspieszyć rozpoznawanie spraw frankowych. Argumentowała, że kredyt udzielony bez prawa do naliczania odsetek stanowi wystarczającą sankcję dla instytucji finansowych. Takie podejście spotkało się jednak z dużym oporem ze strony konsumentów, którzy oczekują realnych sankcji wobec banków, nie zaś ograniczenia należnych im rekompensat.
Na projekt napłynęło już ponad 200 uwag, a najgłośniejszy sprzeciw wyrazili frankowicze i środowiska zajmujące się ochroną ich interesów. Krytycy wskazują na ryzyko powrotu do tzw. teorii salda, czyli mechanizmu, który mógłby uniemożliwić konsumentom dochodzenie zwrotu całości roszczeń, w tym ustawowych odsetek za opóźnienie. Niepokój budzi również zapis umożliwiający bankom zgłoszenie potrącenia roszczeń na dowolnym etapie procesu, nawet przed sądem drugiej instancji. W praktyce może to oznaczać celowe opóźnianie postępowań przez banki i dalsze przeciąganie spraw.
Kolejnym elementem budzącym kontrowersje jest brak zapewnienia konsumentowi prawa do zwrotu kosztów procesu w przypadku rozliczeń wzajemnych. Projekt nie zawiera także gwarancji przyznania odsetek ustawowych za opóźnienie od momentu złożenia reklamacji do czasu złożenia przez bank zarzutu potrącenia. Takie rozwiązania mogą doprowadzić do sytuacji, w której kredytobiorca zostanie pozbawiony przysługujących mu świadczeń finansowych, a jednocześnie będzie musiał samodzielnie ponosić koszty dochodzenia swoich praw.
Szczególnie krytyczna okazała się opinia jednego z centralnych organów konstytucyjnych, który w 20 paro-stronicowej analizie wskazał na szereg ryzyk prawnych związanych z projektem. Zwrócono uwagę, że brak precyzji w zapisach ustawy może prowadzić do naruszenia zasady pewności prawa oraz proporcjonalności. Wątpliwości wzbudza m.in. obowiązkowe automatyczne wstrzymanie spłaty kredytu po doręczeniu pozwu bankowi – rozwiązanie to może wydłużyć procedurę, zamiast ją uprościć, ponieważ doręczenie powództwa może trwać wiele miesięcy.
W opinii organu nadzorującego przestrzeganie praw obywatelskich, projekt ustawy w obecnej formie może być sprzeczny z obowiązującym prawem unijnym. Zwrócono uwagę, że planowane regulacje pomijają orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, który wielokrotnie podkreślał konieczność zapewnienia konsumentowi pełnego odszkodowania za naruszenie jego praw, w tym prawa do odsetek za cały czas trwania sporu.
Dodatkowo, krytyka projektu pojawia się także w kontekście narracji medialnej. W materiałach prasowych i wywiadach przedstawiciele resortu unikali trudnych pytań i koncentrowali się na atakowaniu środowisk prawniczych reprezentujących frankowiczów. Próbowano sugerować, że kancelarie są zainteresowane wyłącznie własnym zyskiem, a ich sprzeciw wobec projektu wynika jedynie z chęci utrzymania wysokich stawek wynagrodzenia. Takie podejście spotkało się z negatywnym odbiorem, ponieważ pomija rzeczywiste interesy kredytobiorców i ich prawo do rzetelnego procesu.
Na tym tle padają sugestie, że projekt ustawy może być próbą udzielenia pomocy bankom w przeddzień kolejnych wyborów, co rodzi poważne wątpliwości co do jego neutralności. W ocenie wielu ekspertów, zamiast poprawy funkcjonowania sądów, ustawa może przynieść efekt odwrotny – zwiększenie obciążenia sądów dodatkowymi analizami i rozliczeniami. W konsekwencji może to utrudnić konsumentom dochodzenie sprawiedliwości.
Kredyt frankowy kraków oraz w całej Polsce nadal pozostaje jednym z najbardziej palących problemów społeczno-prawnych, a każda próba regulacji musi być prowadzona z zachowaniem standardów konstytucyjnych i unijnych. Nowa ustawa – jeśli ma wejść w życie – musi realnie chronić kredytobiorców, a nie ograniczać ich prawa. W przeciwnym razie pojawia się pytanie, czy działania rządu nie są próbą stworzenia pozorów rozwiązania problemu, bez rzeczywistej poprawy sytuacji konsumentów.