W 2025 roku liczba postępowań przekroczyła już 200 tysięcy, z czego znaczną część stanowią powództwa wytaczane przez instytucje finansowe – niejednokrotnie mimo wcześniejszego prawomocnego stwierdzenia nieważności umowy.
Banki, kwestionując unieważnienia kontraktów, pozywają konsumentów o zwrot kapitału, domagając się dodatkowo waloryzacji świadczenia, rekompensaty za korzystanie z udostępnionych środków lub innych form wynagrodzenia. Pomimo wyraźnego stanowiska Trybunału Sprawiedliwości UE, który w kolejnych wyrokach jednoznacznie wykluczył możliwość ubiegania się przez bank o jakiekolwiek świadczenia wykraczające poza wartość udzielonego kredytu, wiele instytucji nadal kieruje do sądów tego typu żądania.
Taka strategia procesowa budzi kontrowersje, nie tylko z uwagi na jej podstawy prawne, ale również ze względu na skutki społeczne i ekonomiczne. Masowe pozwy są traktowane przez część środowiska prawniczego jako forma nacisku na kredytobiorców, zmierzająca do zniechęcenia ich do dochodzenia roszczeń lub wymuszenia niekorzystnych warunków ugody.
Co więcej, niektóre instytucje finansowe kierują pozwy nawet po zawarciu porozumień kompensacyjnych, które teoretycznie kończą spór. W takich przypadkach, mimo zakończenia sprawy o nieważność umowy i rozliczenia się z klientem, bank inicjuje nowe postępowanie, często domagając się ponownej zapłaty kapitału lub jego „urealnienia”. Tego typu działania skutkują nie tylko przeciążeniem sądów, ale również eskalacją kosztów postępowań – zarówno po stronie klientów, jak i Skarbu Państwa.
Sędziowie w niektórych przypadkach zaczynają przeciwdziałać tego typu nadużyciom. Przykładem może być sprawa, w której bank, pozywając konsumenta mimo wcześniejszego unieważnienia umowy i rozliczenia stron, został obciążony sześciokrotnością kosztów zastępstwa procesowego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w przypadku rażącego nadużycia prawa procesowego sąd ma możliwość zasądzenia kosztów w wysokości przekraczającej stawkę minimalną nawet sześciokrotnie. Mimo to takie przypadki nadal należą do rzadkości.
Obecna sytuacja pokazuje potrzebę bardziej zdecydowanego działania zarówno po stronie sądów, jak i pełnomocników reprezentujących kredytobiorców. W przypadkach, gdy bank pozywa konsumenta bez rzetelnych podstaw prawnych, możliwe jest żądanie maksymalnych kosztów procesowych. Takie działania mogłyby ograniczyć skalę bezpodstawnych pozwów i zmotywować instytucje finansowe do bardziej konstruktywnego podejścia – np. zgłaszania zarzutów potrącenia w ramach jednego postępowania czy rezygnacji z apelacji w sprawach, których wynik jest z góry przewidywalny.
W kontekście prawa bankowego oraz ochrony konsumentów, coraz bardziej wyraźnie wybrzmiewa konieczność uregulowania praktyk instytucji finansowych wobec frankowiczów. Masowe wykorzystywanie sądów jako narzędzia presji nie tylko narusza interesy indywidualnych kredytobiorców, lecz również destabilizuje funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.
Dziś frankowicze – niezależnie od tego, czy ich sprawa dotyczy kredytu we frankach, euro, USD czy kredytu GBP – coraz częściej wygrywają w sądach. Dla wielu korzystniejszym rozwiązaniem niż ugoda okazuje się droga sądowa, która nie tylko prowadzi do unieważnienia umowy, ale też pozwala odzyskać kwoty znacznie przewyższające to, co bank proponuje w ramach ugody.