W opisywanej sprawie klient domagał się uznania umowy za nieważną. Bank, przewidując niekorzystny wyrok, złożył kontrpozew, w którym zażądał od kredytobiorcy ponad 600 tys. zł – w tym niemal 470 tys. zł tytułem opłaty za korzystanie z kapitału oraz 140 tys. zł zwrotu wypłaconej kwoty. Co istotne, sąd jeszcze nie zdążył rozpoznać pozwu klienta, a instytucja finansowa już żądała pieniędzy.

Sąd Okręgowy oddalił roszczenia banku w całości, uznając je za bezzasadne – zarówno co do podstawy prawnej, jak i momentu ich zgłoszenia. W ocenie sądu pozew był przedwczesny. Dodatkowo sąd nie uwzględnił żadnych wniosków dowodowych banku, w tym o powołanie biegłego. Zasądził za to zwrot kosztów zastępstwa procesowego na rzecz kredytobiorcy.

Sprawa ta może mieć istotne znaczenie dla tysięcy innych klientów banków, którzy w ostatnim czasie otrzymują podobne pisma i pozwy dotyczące kredyt we frankach. Coraz częściej banki żądają opłat za korzystanie z kapitału nawet zanim sąd rozstrzygnie, czy umowa była ważna. Działania te mają też inny cel – przerwać bieg przedawnienia roszczeń banków oraz wywrzeć presję psychiczną na klientów, zniechęcając ich do dochodzenia praw na drodze sądowej.

Według prawników reprezentujących kredytobiorców, roszczenia banków są całkowicie bezzasadne. Zgodnie z przepisami prawa unijnego, konsekwencje stosowania nieuczciwych zapisów umownych nie mogą obciążać konsumenta. Jeśli bank zostaje pozbawiony prawa do wynagrodzenia w związku z nieważną umową, to jest to właśnie skutek ochrony konsumenckiej. Umożliwienie instytucji dochodzenia opłat w innym postępowaniu byłoby obejściem celu tych regulacji.

Na ten moment brak jest wyroków przyznających bankom opłatę za korzystanie z kapitału. Przeciwnie – sądy coraz częściej oddalają takie roszczenia. W ocenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, żądania banków są sprzeczne z interesem konsumentów, a ewentualne koszty wynikają wyłącznie z praktyk samych kredytodawców. UOKiK prowadzi analizy i występuje do banków o wyjaśnienia.

Z kolei Prokuratura Krajowa zaapelowała do prokuratur regionalnych o angażowanie się w sprawy frankowe po stronie kredytobiorców. W jej ocenie działania banków polegające na pozywaniu klientów o zapłatę za kapitał są nieuzasadnione prawnie.

Zainteresowanie kredytobiorców kierowaniem spraw do sądu rośnie – na koniec 2021 r. toczyło się w sądach około 80 tys. postępowań dotyczących kredytów we frankach, a miesięcznie przybywało nawet 4 tys. nowych spraw. Wraz z nimi rośnie również liczba kontrpozwów składanych przez banki – z każdym kolejnym rokiem zwiększa się pula roszczeń, których przedawnienie może zagrozić sektorowi bankowemu.

Eksperci szacują, że potencjalne koszty dla banków – w przypadku masowego unieważniania umów bez prawa do wynagrodzenia za korzystanie z kapitału – mogą sięgnąć nawet 250 mld zł. Wariant z częściowym rozliczeniem, opartym wyłącznie na zwrocie kapitału, to wciąż koszt rzędu 110 mld zł. Dla porównania, fundusze własne sektora bankowego wynoszą około 220 mld zł.

Dla kredytobiorców, którzy złożyli pozew dotyczący kredytu we frankach, wyrok taki jak ten z opisywanej sprawy stanowi ważny precedens. Może dawać nadzieję, że presja banków nie przyniesie skutków, a linia orzecznicza będzie konsekwentnie chronić prawa konsumentów.