Sądy coraz częściej mają dość takich praktyk i sięgają po narzędzia, które pozwalają zdyscyplinować banki – między innymi przez zasądzanie maksymalnych kosztów procesowych.
Zgodnie z aktualnym orzecznictwem krajowym i unijnym, bank może żądać jedynie zwrotu kapitału, jeśli sąd uzna umowę za nieważną. Tymczasem wiele instytucji finansowych składa pozwy zawierające żądania waloryzacji, wynagrodzenia czy „urealnienia” wypłaconej kwoty, mimo że prawo wyraźnie tego zabrania. W praktyce oznacza to, że frankowicz, który wygra sprawę unieważniającą umowę, nierzadko musi następnie toczyć drugie postępowanie, tym razem w roli pozwanego. W ten sposób banki przeciągają rozliczenie i wywierają presję na kredytobiorców, licząc, że ci zdecydują się na mniej korzystną ugodę.
Według obowiązujących przepisów sąd może ukarać taką strategię, zasądzając nawet sześciokrotność standardowych kosztów zastępstwa procesowego. Wciąż jednak jest to narzędzie wykorzystywane zbyt rzadko, co zachęca banki do kontynuowania tego typu działań. Obciążenie sądów pozwami niemającymi realnego uzasadnienia spowalnia pracę wymiaru sprawiedliwości i zwiększa koszty dla państwa.
Dane pokazują, że banki przegrywają niemal wszystkie sprawy z powództwa konsumentów o kredyt we frankach – w wielu przypadkach skuteczność kredytobiorców sięga niemal 99 procent. Mimo to sektor bankowy wciąż chętnie inicjuje pozwy wzajemne, często w oderwaniu od aktualnej linii orzeczniczej. Celem wydaje się być nie tyle realne odzyskanie należności, co raczej zniechęcenie klientów do dalszych działań sądowych.
Problem nie ogranicza się jedynie do bezzasadnych roszczeń. Zdarzają się sytuacje, w których banki pozywają klientów nawet po zawarciu porozumień, w których strony uzgodniły wzajemne rozliczenia. Takie przypadki budzą szczególne kontrowersje i mogą być uznawane za nadużycie prawa procesowego. W jednym z opisanych przykładów bank złożył pozew o zapłatę, mimo że sąd wcześniej unieważnił umowę, a strony zawarły kompensacyjne porozumienie. Mimo to bank domagał się nie tylko zwrotu kapitału, ale również wynagrodzenia za jego wykorzystanie. Sąd, uznając takie działanie za nadużycie, obciążył bank maksymalnymi kosztami procesu.
Eksperci wskazują, że sądy powinny częściej korzystać z przysługujących im narzędzi dyscyplinujących. Zasądzanie maksymalnych kosztów może sprawić, że banki zmienią swoje podejście, ograniczając liczbę pozbawionych podstaw pozwów. Takie działania byłyby korzystne zarówno dla kredytobiorców, jak i dla efektywności całego systemu wymiaru sprawiedliwości.
Co istotne, frankowicze mają dziś bardzo silną pozycję prawną, a orzeczenia sądów – zarówno w Polsce, jak i na poziomie unijnym – są w zdecydowanej większości korzystne dla konsumentów. Dla wielu osób kredyt frankowy oznaczał realne obciążenie finansowe, które teraz może zostać zakwestionowane. W związku z tym coraz więcej kredytobiorców decyduje się na dochodzenie swoich praw, a kancelarie kredyt we frankach kraków notują rosnące zainteresowanie.
Jeżeli instytucje finansowe nadal będą traktować sądy jako narzędzie nacisku na klientów, niezbędne będzie jednoznaczne stanowisko wymiaru sprawiedliwości. Banki, które ignorują obowiązujące przepisy, powinny ponosić realne konsekwencje swoich działań – także finansowe.