Kwota ta obejmuje zarówno zwrot świadczenia nienależnego, jak i ustawowe odsetki za opóźnienie w jego wypłacie. Korzyści te są możliwe do osiągnięcia w wyniku postępowania sądowego, które – pomimo długiego czasu oczekiwania – kończy się zwycięstwem kredytobiorców w zdecydowanej większości przypadków. Dane rynkowe wskazują, że frankowicze wygrywają prawomocnie niemal wszystkie procesy.
Zaskakująco wielu posiadaczy takich kredytów nadal nie zdecydowało się na pozew. Wśród przyczyn tego stanu rzeczy wskazuje się m.in. długi czas trwania postępowań czy obawy przed kosztami. Banki, chcąc uniknąć przegranych w sądach, coraz częściej proponują ugody. Te jednak – według ekspertów – rzadko są korzystne dla konsumentów. Z danych wynika, że nadal możliwe jest zakwestionowanie kilkuset tysięcy zakończonych już umów.
W sektorze bankowym odnotowano wzrost wartości rezerw tworzonych z myślą o ryzyku prawnym związanym z kredytami frankowymi. W ostatnim roku banki giełdowe odłożyły z tego tytułu około 16 mld zł, a całkowita wartość zgromadzonych środków wynosi już około 70 mld zł. Z tej puli około 30 mld zł wydano na rozliczenia wynikające z prawomocnych wyroków oraz zawartych ugód. Oznacza to, że wciąż pozostaje około 40 mld zł potencjalnych zobowiązań, które mogą zostać uruchomione, jeśli kolejne umowy zostaną skutecznie zakwestionowane.
Część banków, które opóźniły wprowadzenie programów ugodowych, jak np. mBank, poniosła znacznie wyższe koszty w porównaniu do instytucji, które działały wcześniej. Z kolei największy polski bank wdrożył programy ugodowe wcześniej i na większą skalę, co znacząco obniżyło jego koszty.
Prognozy na bieżący rok zakładają dalszy wzrost kosztów rozliczeń. Dzieje się tak głównie za sprawą odsetek ustawowych, które przysługują kredytobiorcy od momentu zgłoszenia roszczenia. Wysokość tych odsetek przekracza 11% rocznie, co oznacza, że każde opóźnienie w zapłacie znacząco zwiększa wysokość zwrotu należnego konsumentowi. Dodatkowo, w wielu przypadkach sądy mogą uznać, że bank nie zachował należytej staranności, nie kierując własnych roszczeń w odpowiednim czasie, co otwiera drogę do przedawnienia.
Banki coraz częściej dzielą frankowiczów na dwie grupy: tych, którzy już złożyli pozew, oraz tych, którzy jeszcze mogą to zrobić. Rosnąca liczba wezwań do zwrotu kapitału wysyłanych do klientów aktywnie spłacających kredyty świadczy o tym, że banki obawiają się przedawnienia swoich roszczeń. Część instytucji próbuje wymusić na kredytobiorcach zrzeczenie się prawa do dochodzenia roszczeń lub zawarcie ugody. Tymczasem osoby, które pozwały bank, niechętnie podejmują rozmowy o porozumieniu – z uwagi na znaczną różnicę pomiędzy wartością ugody a korzyściami wynikającymi z unieważnienia umowy.
Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało działania mające na celu przyspieszenie rozpoznawania spraw frankowych. Najbardziej obciążone sądy w Polsce wciąż mają trudności z terminowym rozpatrywaniem wpływających pozwów, jednak są widoczne lokalne poprawy. Resort planuje wdrożenie narzędzi cyfrowych – m.in. cyfrowych asystentów sędziowskich oraz systemów do automatycznego generowania rozliczeń nieważnych umów.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów pozostaje jednak projekt przepisów pozwalających bankom składać wnioski o potrącenie roszczeń w dowolnym momencie postępowania. Proponowane rozwiązanie budzi poważne wątpliwości natury konstytucyjnej i zostało skrytykowane przez instytucje stojące na straży praw konsumenta.
Kredytobiorcy, którzy zdecydują się na pozew, mogą zyskać znaczące środki – nawet do 190 tys. zł, co w wielu przypadkach stanowi realne wsparcie finansowe dla gospodarstwa domowego. W sytuacji, gdy banki stosowały postanowienia uznane za nieuczciwe, warto skorzystać z możliwości prawnej korekty tych umów. Dotyczy to zarówno aktywnych, jak i zakończonych kredytów we frankach, euro, kredytu USD czy GBP. Warto pamiętać, że skorzystanie z tej drogi może skutkować zwrotem nie tylko nadpłat, ale również rekompensatą za straty poniesione przez lata w wyniku stosowania niezgodnych z prawem mechanizmów indeksacji.